Dziś opowiem o mojej koleżance, która wymignęła się od sprzątania. Opowiadała mi ostatnio, że załatwiła sobie osobę do posprzątania mieszkania. Nie wiem, czy była to sprzątaczka z zawodu, czy z zamiłowania. Nie wiem też, czemu moja koleżanka zatrudniła tę osobę – może dlatego, że nie chciało jej się sprzątać, a może dlatego, że chciała, by ktoś jej profesjonalnie posprzątał dom. Przynajmniej miała taką nadzieję, że w taki sposób ta pani zabierze się do pracy i w ten sam sposób ją wykona. W każdym razie przyszła do mojej koleżanki ta znaleziona przez nią pani konkretnego wcześniej ustalonego dnia. Była ona Rosjanką w średnim wieku, ale mówiła po polsku. Od razu zabrała się za porządki. Mycie okien, wytarcie kurzy z mebli, półek, grzejników, parapetów poszło jej całkiem sprawnie i szybko. Mycie szafek, mebli z zewnątrz też nie okazało się dla niej męczące. W łazience była dezynfekcja toalety, mycie umywalki, wanny, mycie i polerowanie armatury, mycie pralki z zewnątrz, mycie luster i powierzchni szklanych. W kuchni natomiast wykonała następujące czynności: mycie blatu stołu, lad kuchennych, Umycie zewnętrznej powierzchni lodówki, kuchenki mikrofalowej, piekarnika, Umycie frontów szafek, Umycie i wypolerowanie armatury, zlewozmywaka. Na koniec odkurzanie przestrzeni pod łóżkami, meblami, sofami i ogólnie odkurzanie i mycie podłóg w całym domu. Po zakończeniu sprzątania koleżanka była bardzo zadowolona. Ale wiadomo, nic za darmo, więc zapłaciła tej pani ile się należało. Koleżanka prosiła ją jeszcze kilka razy o sprzątanie, gdyż stwierdziła, że przynajmniej nie musi się męczyć i tak ma już sporo bieganiny za własnymi dziećmi, a to też jest bardzo męczące. Pomyślałam sobie, że rzeczywiście jest to jakieś wyjście z sytuacji, tylko trochę kosztowne, ale marzenia nic nie kosztują, więc najlepiej by było, gdyby mieszkanie posprzątało się samo, jak to było w jednej bajce ze stoliczkiem, który sam się nakrywał.