‘Mamy poniedziałek, nowy tydzień, więc z nowymi siłami można
rozpoczynać pracę”. Tymi słowami powitała mnie pani sprzątaczka, którą
spotkałam na klatce schodowej. Pomyślałam, że mogłaby być przykładem dla wielu
osób, które od rana cały czas narzekają, że muszą iść do pracy. A przecież tylu
jest bezrobotnych, tyle ludzi poszukuje pracy, by zapewnić swojej rodzinie
godny byt, godne życie. Tak, tak, w dzisiejszych czasach nie jest łatwo o pracę.
Ale wracając do sprzątaczki, to pozytywnie mnie zaskoczyła. Porozmawiałam z nią
chwilę. Powiedziała, że zabiera się za sprzątanie naszej klatki schodowej. Ma w
planach odkurzanie i mycie schodów, a także wytarcie kurzu i umycie poręczy
schodów. Stwierdziła, że na szczęście nie jest jeszcze aż tak brudno na tych
klatkach schodowych, bo deszcz nie pada i ludzie nie wnoszą błota na butach.
Przyznałam jej rację, bo rzeczywiście gdy nadchodzą deszcze, a potem śniegi, to
robi się bardziej brudno zwłaszcza, że nie każdemu się chce skorzystać z
wycieraczki i przed wejściem do klatki wytrzeć buty. Już chciałam iść, kiedy
ona powiedziała, żebym chwilę poczekała, bo w towarzystwie będzie jej się
jeszcze lepiej sprzątać. Dałam się namówić, a pani sprzątaczka zabrała się za Wytarcie
kurzu i umycie poręczy schodów. Tak, jest co myć, bo tych poręczy jest sporo, a
jeszcze do tego niektóre bardzo brudne, bo ludzie biorą za nie brudnymi rękami,
albo przyklejają gumy do żucia. Ale te gumy to przykleja niewychowana młodzież,
jak to sprzątaczka stwierdziła. Kiedy zobaczyłam, że chce się brać za
odkurzanie i mycie podłogi, doszłam do wniosku, że trzeba w końcu udać się w
swoją stronę. Podziękowałam za miłą pogawędkę i poszłam. Gdy wróciłam, poczułam
miły zapach czystości na klatce. Jak widać żadna praca nie hańbi, nawet
sprzątaczki.