niedziela, 30 listopada 2014

Dozorca to ma ciężko

Opowiadałam Wam o mojej pogawędce z naszym dozorcą? Wydaje mi się, że nie, a jak nawet to robiłam, to nic. Opowiem jeszcze raz, bo naprawdę warto mówić o ciężkiej, a często niezauważanej i niedocenianej pracy dozorców.
Pan Franciszek, bo tak właśnie ma on na imię, ma już ponad sześćdziesiąt lat, a mimo to i mimo ciężkiej pracy trzyma się bardzo dziarsko. Do jego zwyczajowych obowiązków należy sprzątanie terenów zewnętrznych, czyli całego obejścia naszych bloków. I nie chodzi tu o takie zwykłe sprzątanie, polegające na zamiataniu chodników, czy opróżnieniu kosza na śmieci, bo to leży w zakresie obowiązków pań sprzątających nasze klatki schodowe, ale o tzw. „zadania bojowe”.
Jednym z nich jest np. wydrapywanie piachu i wszędobylskiej trawy z załomów chodników, podmurówki wokół bloków oraz przy parkingowych krawężników. Kolejne zadanie polega na podcinaniu niesfornych i zawadzających gałęzi, które np. „pchają się na chodniki, albo po jakiejś nawałnicy grożą upadkiem na głowy mieszkańców. Zamiatanie i mycie podłogi w garażu oraz pomoc w porządkowaniu i sprzątaniu pomieszczeń gospodarczych i pralni także należy do jego obowiązków. W okresie zimowym to na barkach pana Franciszka spoczywa doprowadzenie naszych chodników do stanu używalności. To właśnie on je odśnieża, posypuje piachem, a w skrajnych przypadkach solą. W okresie wiosenno-letnim pan Franciszek zamienia się w „złotą rączkę” i naprawia wszystkie szwankujące przełączniki światła, klamki itd.
Wiedząc to wszystko jestem przekonana, że bez naszego dozorcy nasze bloki wyglądałyby znacznie gorzej i że to właśnie jemu zawdzięczamy to, że w okresie zimowym w ogóle da się tu mieszkać.
Panie Franciszku! Serdecznie dziękuję!