Dawno nie sprzątałam strychu, tak jakoś zleciało albo było za
gorąco, albo za zimno, albo nie miałam czasu. Dzisiaj postanowiłam wreszcie
posprzątać strych. Mąż wycierał kurze i pajęczynę z sufitu, ścian, podłogi,
półek, a potem mokrą ścierką z płynem ścierał półki i podłogę. Ja wynosiłam
różne rzeczy, które się nagromadziły, a było co wynosić: gazety, książki, buty
i sanki. Potem wycierałam z kurzu pudełka i zaglądałam do nich co się w nich
znajduje. W pudełku znalazłam rzeczy, które przydadzą mi się w domu. Znalazłam
doniczki na kwiatki, które umyłam wodą z płynem i wyglądają jak nowe. W
pudełkach były też zabawki, które umyłam wodą z płynem, popłukałam kilkakrotnie
w czystej wodzie i też wyglądają jak nowe. Oddałam je dzieciom sąsiadki.
Wytarte z kurzu pudła i pudełka układałam na półkach. Mąż umył okno, parapet i
wypolerował szybę. Brudną firankę wyprałam w pralce, a założyłam świeżą.
Jeszcze tylko muszę umyć lampę i drzwi. Mąż jeszcze musiał wymienić zamek, bo
stary zamek się źle zamykał. Na strychu zrobiło się dużo wolnego miejsca wcale,
to sprzątanie nie zajęło nam dużo czasu, ale najlepiej jak sprząta się
częściej.