wtorek, 18 listopada 2014

Awaria rur w łazience, czyli nietypowe porządki

„Ratunku! Pomocy! Woda mi się leje!” Znacie to skądś? Ja niestety znam. I to aż za dobrze, bo niestety z własnego doświadczenia. Wczoraj tymi słowami rozpoczęłam, w początkowym momencie dość chaotyczną i paniczną, rozmowę telefoniczną z moim szwagrem Tomkiem, którą to odbyłam zaraz po tym, jak zorientowałam się, że z pod łazienkowych drzwi wypływa sobie, niby nic, udając krę, łazienkowy dywanik. Normalnie tylko jakiejś foczki, albo pingwinka, na nim siedzącego, brakowało.
Mój najukochańszy szwagier to jest jednak „łebski typ”, ale tego to już się pewnie domyśliliście. No i co najważniejsze w tej sytuacji miał doświadczenie w „pacyfikowaniu”, lekko niesfornych przedstawicielek płci pięknej z mojego rodu. W końcu od pięciu lat mieszka z moją siostrą…
W kilka chwil z jego pomocą opanowałam sytuację. W pierwszym momencie nakazał mi spokój i sprawdzenie, co się właściwie dzieje. Okazało się, że pękł jakiś wężyk pod umywalką w łazience. Po stwierdzeniu tego faktu zapytał, czy wiem, gdzie w moim mieszkaniu znajdują się wodomierze. Zadając to zbawienne pytanie sprawił, że z mojego lekko rozgorączkowanego mózgu spadło „bielmo” i nagle uspokojona wiedziałam już, co mam dalej robić.
Natychmiast zakręciłam główne zawory wody, które znajdują się właśnie przy tych wodomierzach. Następnie z szafy wyjęłam jakieś ręczniki itd., z których wykonałam prowizoryczną tamę, która miała uniemożliwić wodzie wydostanie się dalej. Poprosiłam Tomka, aby do mnie jak najszybciej przyjechał i zabrałam się za likwidowanie „rozlewiska”.
Wyżymając pierwszy ręcznik wiedziałam już, że czeka mnie generalne sprzątanie łazienki, połączone z osuszaniem mebli i wczołgiwaniem się w jakieś nietypowe zakamarki w poszukiwaniu ostatnich kałuż. Pocieszające w tej sytuacji było to, że mycie podłogi w łazience miałam już z głowy…
O motyla noga! Właśnie wykipiały mi ziemniaki zostawione na gazie. Ja to chyba jednak kocham sprzątać. Wybaczcie, dokończę innym razem.