środa, 19 listopada 2014

O sprzątaniu i Świętym Mikołaju.

Kilka dni temu przyśnił mi się dziwny sen. Ta dziwność objawiała się choćby w tym, że sen był w listopadzie, a bardziej pasowałby na grudzień. Otóż było to tak. Przyszedł we śnie do mnie jakiś starszy pan. Miał białą, długą brodę, białe wąsy i tego koloru też włosy. Na jego głowie była czerwona czapka, która coś mi przypominała. Zapytałam owego pana kim jest i czego ode mnie chce, a on na to: Jestem Mikołaj, Święty Mikołaj. Myślałam, że zapyta, czy byłam grzeczna, ale on odezwał się do mnie tymi słowami: moja droga, czy dobrze wykonywałaś swoje obowiązki takie jak: odkurzanie, mycie podłóg, wytarcie kurzy z mebli, parapetów, grzejników, umycie umywalki, wanny. Ponadto pytał, czy często i starannie wykonywałam następujące czynności: mycie i dezynfekcja toalety, mycie frontów szafek, mycie okien, mycie pralki z zewnątrz jeszcze wiele innych rzeczy, o których nie będę pisać, bo nie starczyłoby czasu. Odpowiedziałam Mikołajowi, że staram się dobrze wykonywać sprzątanie, a najbardziej lubię mycie podłóg. A on na to: nie dam ci rózgi, jak zaplanowałem, ale otrzymasz ode mnie niezwykły prezent – worek ze środkami czystości, byś mogła z większą przyjemnością zabierać się za sprzątanie. Wtedy poczułam, że zaczęły na mnie spadać różnego rodzaju butelki z Domestosem i inne płyny, mleczka czyszczące. Było tego tyle, że nie mogłam się poruszyć, czułam się coraz bardziej zasypywana ich ilością i w tej właśnie chwili się obudziłam. Pomyślałam, że na szczęście to był tylko sen i mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł, by mi ofiarować taki nadzwyczajny prezent.