poniedziałek, 24 listopada 2014

Kto bałagani niech sprząta.

Dziś wychodząc z mieszkania poczułam znajomy zapach pewnego środka czystości. Pomyślałam, że zaraz spotkam gdzieś naszą panią sprzątaczkę i tak też się stało. Od razu zauważyłam, że nie jest w najlepszym nastroju. Zapytałam, co się stało, że z samego rana jest w kiepskim humorze. Odpowiedziała, że zaraz mi opowie, tylko najpierw zabierze się za wytarcie kurzu i umycie poręczy schodów, bo tych poręczy i tego kurzu trochę jest, więc trochę jej to zajmie. A  potem będzie miała czas na pogaduszki i chwilę przerwy. Tak się też stało. Gdy skończyła mycie powiedziała, że ona tak naprawdę drugi raz już będzie sprzątać naszą klatkę schodową. Pomyślałam, że albo jest nadgorliwa albo ktoś nabrudził skoro drugi raz musi sprzątać. Okazało się, że to nie jest nadgorliwość, zresztą nasza sprzątaczka dobrze sprząta i w zupełności wystarczy, jak raz umyje podłogę. Powiedziała, że kiedy kończyła mycie podłóg jakaś młodzież przechodząc klatką schodową narozsypywała śmieci po drodze: jakieś papierki po cukierkach, resztki po  wypalonych papierosach tak, że cała podłoga była znowu brudna. Opowiadała, że zaczęła ich gonić z miotłą i szmatą, żeby posprzątali co nabrudzili, w końcu kto bałaganie niech sprząta, ale oni byli szybsi i zwiali. Dlatego teraz trzeba jeszcze raz zabierać się za odkurzanie i mycie schodów i w ogóle mycie podłóg. Współczułam jej, no bo rzeczywiście to jest denerwujące, gdy trzeba kilka razy wykonywać tę samą pracę. Powiedziałam, że mogę chwilę z nią postać i przypilnować, by nikt już nie nabrudził. Choć o tej porze to młodzież jest raczej w szkole. Podziękowała i chwilę jeszcze dyskutowałyśmy. Gdy skończyła odkurzanie zabrała się za umycie schodów i podłóg. Po skończonej pracy pożegnałyśmy się i poszłyśmy każda w swoją stronę.