piątek, 14 listopada 2014

Wielkie porządki u siostry, czyli przygotowania na przyjście na świat Zosi – odsłona trzecia

Witajcie! Już jakiś czas temu zaczęłam tutaj snuć opowieść o wielkiej, porządkowej rewolucji, która odbywała się u mojej siostry i jej męża, a której przyczynkiem stała się ich jeszcze nienarodzona córeczka Zosia, i której mimowolnym świadkiem, a nawet uczestnikiem stała się moja skromna osoba.
Nie wiem, czy pamiętacie, bo to już jakiś czas temu pisałam, ale mój „raport z pola bitwy” zakończyłam na opisie kuchennych zmagań mojej szalonej rodzinki. Generalnie sprzątanie w kuchni objęło: odkurzanie i mycie podłóg, wytarcie kurzy ze wszystkich powierzchni, umycie blatów oraz stołu, umycie zewnętrznej i wewnętrznej powierzchni lodówki, kuchenki mikrofalowej oraz piekarnika, umycie frontów oraz wnętrz szafek kuchennych, umycie i wypolerowanie armatury/zlewozmywaka i na końcu mycie i czyszczenie okapu kuchennego. Kosz na śmieci opróżniłam ja.
Myślę, że nie ma sensu przytaczać szczegółowych opisów zmagań w każdym, nawiedzonym przez to porządkowe tornado, pomieszczeniu, bo generalnie wszędzie wyglądało to podobnie. Pozwolę sobie tutaj tylko przytoczyć, co bardziej spektakularne wyczyny. Należały do nich: pranie dywanów, wykładzin oraz mebli tapicerowanych, mycie i czyszczenie całej glazury w łazience, odkamienianie wanny, toalety, umywalek oraz armatury/kabiny prysznicowej, uporządkowanie ubrań w garderobie, szafkach oraz na półkach, a w trakcie tego wszystkiego ogromne pranie kap, koców, poszewek poduszek z kanap, foteli itd. Mi trafiło się w udziale zamiatanie i mycie podłogi w garażu.
Na odchodnym usłyszałam, że następnego dnia będę u nich mile widziana, a zwłaszcza moja pomoc w porządkowaniu i sprzątaniu spiżarni, pomieszczeń gospodarczych oraz pralni. Ich wielki dom, który jeszcze do niedawna tak strasznie mi się podobał, jakoś nagle znacznie stracił na swym uroku.