Listopad to taki miesiąc, w którym nawet najpiękniejszy balkon, ze względu na spadające temperatury, traci swoją atrakcyjność. Tak było i w moim przypadku. Jesienna aura skłoniła mnie w końcu do przygotowania tego bądź, co bądź urokliwego miejsca do zimy.
Muszę się Wam tutaj pochwalić, że, mimo, iż mieszkam w bloku, to jestem szczęśliwą posiadaczką dość pokaźnego balkonu o wymiarach około siedmiu metrów kwadratowych. Dwa lata temu zleciłam na nim wykonanie dość sporego remontu, którego efektem było przede wszystkim zainstalowanie ślicznych, a jednocześnie praktycznych, bo chroniących od niekorzystnej aury oraz wścibskiego wzroku sąsiadów, bocznych, drewnianych ścianek. W tym samym czasie zasadziłam dzikie wino, które do tego roku pięknie dopełniło dzieła, dodatkowo ocieniając i zasłaniając balkon. Winorośl ta, gubiąc liście, stała się niestety źródłem nadplanowego, jesiennego bałaganu.
To właśnie od dokładnego wymiecenia liści, małych gałązek oraz opadłych owoców rozpoczęłam sprzątanie terenów zewnętrznych mojej posiadłości ;-) Kolejnym krokiem było wygarnięcie zeschniętych liści oraz innych zabrudzeń z różnych zakamarków. Następnie w ruch poszły szczotka i uprzednio przygotowana ciepła woda z silnym detergentem, którymi systematycznie, zaczynając od balustrady, po przez ławeczkę, a kończąc na podłodze wyszorowałam każdy centymetr kwadratowy balkonu. Jestem dość skrupulatna, więc wszystko dodatkowo opłukałam czystą wodą.
Tak przygotowany balkonik może ze spokojem oczekiwać zimy i pierwszych śniegów, a na wiosnę, niemal od razu będzie gotowy do użytku.