O Mamusiu… Jak dawno już nic tutaj nie pisałam. W ogóle, jak dawno nie miałam włączonego komputera. Palce całkiem oduczyły się stukania w klawiaturę. Co chwilę muszę posiłkować się klawiszem Backspace, aby usuwać niewłaściwe znaki.
Myślę, że powodu mojej tak długiej „cywilizacyjnej” absencji nikt nie musiał się zbyt długo domyślać… Tak, tak – to przez te długie święta. Dzięki tego, a właściwie zeszłorocznemu ich rozkładowi w kalendarzu i dzięki przychylności mojego pracodawcy, udało mi się przy pomocy kilku dni urlopowych wygospodarować całkiem sympatyczne ferie świąteczne.
Tym razem, z resztą, jak co roku w całości spędziłam je w moim rodzinnym domu, wraz z całą licznie w ten czas tam zgromadzoną, dalszą i bliższą rodziną.
W tym roku święta nabrały dodatkowego charakteru, dzięki pojawieniu się na nich nowego członka naszej familii, czyli ukochanej Zosi. Zachwytom i komplementom pod jej i jej rodziców adresem nie było końca.
O tym opowiem jednak innym razem. Obawiam się, że teraz nie mam już czasu. Dom mnie wzywa. Trochę mnie tu nie było. I mimo, że nikt tu pod moją nieobecność nie mieszkał, to przez ten czas zdążyło się tu i ówdzie nagromadzić trochę kurzu. Kwiaty na oknach zdecydowanie domagają się wody. No i jeszcze czeka mnie rozpakowanie walizek po podróży. No a następnie wielkie pranie. I pewnie jeszcze sto innych spraw, od których zdążyłam się już odzwyczaić.
Pozwolicie, że teraz już zakończę to pisanie. Obiecuję jutro tu zajrzeć i napisać więcej o świętach, przygotowaniach do nich itd.
Motyla noga! Prawie zapomniałam! Pomyślności w nowym roku!