piątek, 9 stycznia 2015

Świąteczna retrospekcja

Mamy piątek. Sama nie wiem, kiedy minął ten tydzień. We wtorek obiecałam na „łamach” tego mini pamiętniczka, że następnego dnia napiszę coś więcej o świętach i przygotowaniach do nich. Jak nie trudno zauważyć, zaliczyłam „leciutki” poślizg. Poprawiam się jednak i już zabieram się do obiecanej historii.
Tak, jak już ostatnio wspomniałam święta spędziłam wraz z całą liczną rodziną w swoim rodzinnym domu. Takie rodzinne „gniazdo” to wspaniała rzecz. Niestety ogromny dom oznacza ogromne porządki. W okresie przedświątecznym są one nieco ułatwione, ponieważ pojawia się mnóstwo rąk do pracy.
Moja Mama, będąc zaprawioną w bojach, porządkową weteranką, potrafi z wirtuozerią światowej klasy dyrygenta, pokierować naszymi działaniami, tak, aby nikt nikomu nie wchodził w drogę, i aby wszystko lśniło w ten wigilijny wieczór. Przy tak dużych porządkach, w tak wielkim domu i przy tylu sprzątających osobach dobra organizacja pracy to podstawa.
I tak część z nas otrzymała zadanie posprzątania łazienek i toalet. Wiecie, mycie luster i powierzchni szklanych. Mycie, czyszczenie i polerowanie armatury oraz całej glazury w łazience. Mycie, dezynfekcja i odkamienianie wanny, toalety, umywalek, armatury, kabiny prysznicowej itd. Uzupełnienie papieru toaletowego, mydła w płynie. Wymiana ręczników
Hm… Tak sobie myślę, że opisywanie wszystkich porządków w poszczególnych pomieszczeniach jest trochę bez sensu. Napiszę więc tylko, żeby uzmysłowić wam skalę prac, że mój dom rodzinny ma grubo ponad dwieście metrów kwadratowych użytkowej powierzchni, nie wspominając ogromnych piwnic i tzw. letniej (technicznej) kuchni. Porządki obejmowały m.in. mycie boazerii, którą pokryte są wszystkie ściany na korytarzach, oraz całe poddasze.
Pracy było mnóstwo, ale, jak co roku udało się wszystko na czas przygotować i wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdki na niebie usiąść przy wigilijnym stole.