Dziś wychodząc z mojego bloku spotkałam sąsiada, który wyszedł z psem na spacer. Po krótkiej wymianie zdań na temat pogody powiedział, że wyszedł na dwór, aby trochę odpocząć. Zapytałam, co go tak zmęczyło, że musi odpoczywać. Powiedział, że z żoną robią wielkie przedświąteczne sprzątanie. Ja na to stwierdziłam, że skoro to przedświąteczne porządki, to rzeczywiście jest po czym odpoczywać, bo taka praca jednak jest męcząca zwłaszcza, jak chce się dobrze posprzątać. Sąsiad na to odrzekł, że krótki spacer z psem i pogawędka z sąsiadką, czyli ze mną dobrze mu zrobi. Zapytałam, czy dużo mu jeszcze zostało do posprzątania. Powiedział, że nie, bo na szczęście sam nie sprzątał i jakoś w miarę szybko to idzie. Sąsiad opowiadał, że kiedy żona wykonywała mycie okien, on zabrał się za wytarcie kurzy z mebli, półek, grzejników, parapetów. Do jego obowiązków należało również mycie szafek, mebli z zewnątrz, czyszczenie zewnętrzne lamp, elementów oświetlenia. Gdy żona skończyła mycie okien zabrała się za łazienkę, a w niej wykonała mycie toalety, mycie umywalki, wanny, mycie i polerowanie armatury, mycie luster i powierzchni szklanych, mycie pralki z zewnątrz. Następnie sąsiad przeszedł do kuchni, gdzie wziął się za mycie lodówki, a jego żona za umycie blatu stołu, lad kuchennych, umycie frontów szafek i wewnątrz. Następnie zabrała się za mycie kuchenki gazowej, mikrofalowej i piekarnika oraz mycie zlewozmywaka. Gdy sąsiad wróci do domu, czeka go jeszcze odkurzanie, a żona weźmie się za mycie podłóg. Ale przed odkurzaniem jeszcze oczywiście będzie trzepanie dywanów. Stwierdziłam, że skoro ma jeszcze trochę pracy, to niech wraca do domu, bo żona już go przez okno wygląda. Tak też zrobił.