poniedziałek, 1 grudnia 2014

Grzybobranie

Zadzwoniłem do kolegi czy może jutro wybralibyśmy się do lasu na grzyby, czemu nie odpowiedział kolega, jutro mam wolny dzień, to fajnie odpowiedziałem. Powiedz o której godzinie się wybierzemy zapytałem, o 6 rano. Następnego dnia wstałem o świcie, uszykowałem się, zjadłem śniadanie i czekałem na kolegę. Zjawił się o wyznaczonej godzinie, wziąłem koszyk i dobrze wyostrzony nożyk i mówię do kolegi, noto ruszamy w las, noto ruszamy odpowiada kolega. Wyszliśmy z domu, najpierw przez wieś,potem polną drogą przez pola aż doszliśmy do lasu. W lesie rozdzieliliśmy się on poszedł w prawo, a ja na lewo. Wiadomo, że wszędzie rosną prawdziwki, podgrzybki, a w zagajnikach kurki. maślaki, kozaki, rydze, a w trawie jeszcze inne grzyby. Chodziliśmy po lesie kilka godzin i nazbieraliśmy po całym koszu grzybów. W umówionym miejscu spotkaliśmy się i wróciliśmy do domu. Ja się pożegnałem z kolegą i wszedłem do domu, a żona mówi mi ile grzybów nazbierałeś i to różne. Mówię do żonki noto teraz trzeba grzyby przebrać i posegregować, które na co przeznaczymy no i zabraliśmy się za przebieranie. Wysypałem grzyby na blat stołu i czyściliśmy z igieł i innych zanieczyszczeń, śmieci wyrzucaliśmy do kosza. Posegregowane grzyby są na kupkach i mówię do żonki z kurek zrobisz dobry sosik z ziemniaczkami na obiad, prawdziwki i podgrzybki ususzysz w piekarniku, a maślaki i kozaki włożysz w ocet i tak żona zrobiła jak powiedziałem. Był obiad z kurek, ususzyły się grzyby i do słoików włożyła maślaki, kozaki i pozostałe, a następnie zalała zalewą i pasteryzowała, a potem było mycie garnków, kuchenki z wierzchu i w środku piekarnik.