poniedziałek, 8 grudnia 2014

Nadplanowe sprzątanie piwnicy, czyli czym się kończy wyciąganie Zosinego wózeczka

Wczoraj nadszedł ten dzień, w którym maleńka Zosia wybrała się na swoją, na razie jeszcze krótką, pierwszą przejażdżkę wózeczkiem po okolicy. Eskapada ta poprzedzona była jednak małymi piwnicznymi perturbacjami.
Przyczyną tychże była nadgorliwość Ani i Tomka, którzy Zosiny wózek zakupili tak wcześnie, że już zdążył zniknąć pod warstwą kolejnych donoszonych do piwnicy przedmiotów. Przygotowanie wózka do jego pierwszej misji poprzedzone, więc było koniecznością totalnego wybebeszenia całego pomieszczenia, celem dokopania się do wózka.
Przy tej okazji okazało się, że pomieszczenia tego już dawno nikt nie sprzątał. Pomyśleliśmy, więc sobie, że to w sumie dobra pora na zaprowadzenie porządku w piwnicy. Czasu mieliśmy mało, więc niezwłocznie przystąpiliśmy do pracy.
W pierwszej kolejności, już systematycznie opróżniliśmy całe pomieszczenie. Tomek, że jest wyższy zabrał się za czyszczenie zewnętrzne lamp i elementów oświetlenia. Ja w tym czasie miotłą zgarniałam z sufitu wszystkie pajęczyny. Następne w kolejności było mycie okien, których nikt nie mył chyba od „początku świata”. Kiedy już się z tym uporaliśmy, zabraliśmy się za wytarcie kurzy ze wszystkich powierzchni. Ostatnie w kolejności było odkurzanie i umycie podłogi. Do tak przygotowanego pomieszczenia wnieśliśmy wszystkie uprzednio wyniesione klamoty… Ups, przepraszam! Miałam napisać niezbędne i potencjalnie użyteczne przedmioty. Tym razem wszystko zmieściło się bez problemu, ponieważ systematyczne i logiczne układanie rzeczy pozwoliło na oszczędzenie sporej przestrzeni. Teraz bez problemu w piwnicy można byłoby ustawić trzy wózki.
W czasie, kiedy Tomek i ja „walczyliśmy” w piwnicy, Ania i Zosia przygotowywały się do spaceru. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Zosia wielkimi oczyma chłonęła świat. Spacery chyba przypadły jej do gustu.