Hura, hura, hura! Niech nam żyje Zosia! Motyla noga! Z tych emocji na rymowanie mi się zebrało. Pewnie już się domyśliliście. Zosia jest już z nami. W miniony weekend po dość krótkim i bezproblemowym porodzie Zosia przyszła na świat.
Świat mojej siostry Ani i jej męża Tomka obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Obecnie jedynym tematem, który ich interesuje jest ich ukochana córeczka Zosia. Mogą o niej i jej sprawach rozmawiać godzinami. Obawiam się, że i mi się troszeczkę udzielił ich entuzjazm. Pod byle pretekstem zachodzę do nich, żeby tylko móc popatrzeć na tą śliczną, malutką osóbkę.
Będąc świadomą ogromu nowych obowiązków, które spadły na ich barki, zaproponowałam im, że posprzątam jej pokoik. W końcu sprzątanie to mój żywioł. Okazało się, że nie ma wiele do roboty – efekt ich wzmożonych działań z okresu końcówki ciąży Ani. Moje sprzątanie ograniczyło się, więc tylko do delikatnej kosmetyki i nieznacznego odświeżenia pomieszczenia.
Pierwszym krokiem było, więc odkurzanie podłogi i dywanów. Odkurzanie przestrzeni pod łóżkami i meblami sobie odpuściłam, bo przecież przez te kilka dni nie mogło się tam dostać zbyt wiele kurzu, a po za tym nie chciałam robić zbyt wielkiego hałasu, bo mała właśnie usnęła. Kolejnym krokiem było umycie podłogi. To mogłam zrobić, więc przyłożyłam się do pracy, aby w pokoiku Zosi nie unosił się ani jeden pyłek, który mógłby podrażnić jej śliczny nosek. Następne w kolejności było wytarcie kurzy z mebli oraz z obrazów, lamp, bibelotów, książek nielicznych jeszcze zabawek itp. Mycie zewnętrzne mebli sobie odpuściłam, bo w dalszym ciągu lśniły po ostatnim gruntownym sprzątaniu. Na końcu poprawiłam tylko ułożenie pościeli w łóżeczku i gotowe. Pokoik był gotowy na przyjęcie swojej nowej lokatorki.
W ten oto sposób dołożyłam swoją malutką cegiełkę w, mam nadzieję, zdrowy i spokojny sen małej, bo przecież czystość to podstawa.