Tak, tak… To już niedługo. Pod koniec listopada moja kochana siostra Ania wraz ze szwagrem Tomkiem powitają na świecie swoją upragnioną córkę Zosię. Niedawno ich odwiedziłam. Oni generalnie dbają o czystość w domu, ale tym razem skala i zasięg ich porządkowych działań mnie zaskoczyła.
W drzwiach mieszkania przywitał mnie, nieco zasapany Tomek, który, jak stwierdził, właśnie zakończył odkurzanie przestrzeni pod łóżkami, sofami, meblami, itd., gdzie tylko był możliwy dostęp. Ucieszył się na mój widok i wręczył mi odkurzacz, ze słowami: „ Najtrudniejsze zrobione. Tobie zostało już tylko samo proste, czyli odkurzanie podłogi, dywanów, wykładzin itd.”.
Nie zdążyłam się nawet z nim porządnie przywitać i zapytać o Anię, kiedy zniknął gdzieś w głębi mieszkania. Usłyszałam tylko za oddalającym się Tomkiem: „Jak skończysz odkurzanie podłóg, to zabierz się za opróżnienie kosza na śmieci. Jest w kuchni. Ja idę sprawdzić, jak idzie Ani odkurzanie kaloryferów…”.
W pierwszym momencie mnie „zatkało” i pomyślałam sobie, że to jakiś dziwaczny żart, ale pobieżna inspekcja korytarza przekonała mnie, że on jednak mógł mówić poważnie. Wszędzie, gdzie spojrzałam, zauważałam oznaki wzmożonych działań sprzątających. Dokoła mnie widziałam jakieś płyny do zmywania, detergenty różnego rodzaju i „kalibru”, ściereczki, miotełkę do kurzu, a nawet miotłę do podłóg itp.
Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to porządkowe szaleństwo zakończy się myciem sufitów. Ta myśl sprawiła, że zaczęłam się serdecznie śmiać.
c.d.n.